Pierwszy sezon na motocyklu - czego się spodziewać?

Przed Tobą pierwszy sezon ma motocyklu? Podpowiadamy, na co warto sie przygotować i czego możesz się spodziewać.

Czy wzbiera mi się na wspominki? No przecież! Co więcej - tak jest co sezon. Mimo, że obecnie staram się jeździć całorocznie, to zawsze przed rozpoczęciem wiosny wspominać lubię. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre to takie, że mogę się z Wami tym podzielić. Złe, że… no nie wiem, czy są jakieś złe w sumie. Czego Ty możesz się spodziewać od swojego pierwszego sezonu na motocyklu?

Mój pierwszy sezon rozpocząłem jak każdy grzeczny chłopiec od kursu na kategorie "A". Pamiętam, że przed pierwszym "ujeżdżaniem" motocykla miałem na sobie już kompletny strój motocyklowy. Zabezpieczony od stóp do głów ćwiczyłem jeszcze na placu egzaminacyjnym. 

Dosłownie uratowało mi to skórę, bo kilka dni przed egzaminem zaliczyłem pięknego szlifa, tuż po tym, gdy przednie koło się uniosło podczas ćwiczenia slalomu szybkiego, a ja najzwyczajniej spanikowałem.

Możesz się w związku z powyższym spodziewać, że kiedyś i Ciebie dopadnie ślizg, dzwon, cokolwiek. Lepiej mieć wtedy na sobie strój. Ogólnie nie życzę ;)

Kierowcy "puszek" nie zwracają na Ciebie uwagi

Owszem, coś im tam bzyczy za uchem, ale odniosłem wrażenie, że jestem niewidzialny dla kierowców samochodów. Dziwne uczucie, szczególnie, że zawsze jadąc samochodem starałem się zwracać uwagę na jednoślady.

Podczas pierwszego sezonu w mieście kilka razy doszło do niebezpiecznych dla mnie sytuacji typu wymuszenie pierwszeństwa, zmiana pasa bez kierunkowskazu lub upewnienia się, że pas jest wolny.

Tutaj uznałem zasadność stwierdzenia - Loud pipes save lives! Dlatego daj się zauważyć, miej na sobie odblaskowe elementy, wydech o fajnym brzmieniu i co najważniejsze myśl za innych kierowców.

Jazda w grupie

Nigdy wcześniej nie jeździłem w kolumnie. Specyfika takiego poruszania wymusza na nas konkretne zachowania. Na początku byłem skonfundowany, ponieważ przed pierwszym wspólnym wyjazdem nie ustaliliśmy niektórych szczegółów. 

Dogadaj się ze swoimi towarzyszami, ustalcie zasady, niech jazda będzie przyjemnością, a nie jazdą na 100% albo co gorsza na 120% swoich możliwości. Więcej o jeździe w grupie przeczytasz tutaj: Jak jeździć motocyklem w grupie. 9 ważnych zasad

Podnoszenie motocykla

Doszło i do pierwszego paciaka. Żeby nie zarwać kręgosłupa, szczególnie przy tych cięższych maszynach warto nauczyć się podnoszenia sprzęta. Są metody siłowe i metody sprytne. Wybór i poszukiwania pozostawiam Wam ;)

Było podnoszenie motocykla, to warto też wspomnieć o uszkodzonym motocyklu.

Gdy znajomy przyświruje, a to Ty lądujesz na glebie

Sytuacja nie należy do komfortowych, szczególnie, jeśli motocykl się uszkadza. Do tego też doszło w moim przypadku. Zaliczyłem szlifa, o tyle niefortunnego, że wygiąłem set, zjechałem większość dźwigni zmiany biegów, ale co najgorsze dla mnie w tamtej chwili ułamałem klamkę sprzęgła tuż przy mocowaniu.

Co zrobić? Nie poddawać się i kombinować! Metodą na MacGyvera udało mi się odgiąć set, przedłużyć dźwignię i… nauczyć się jeździć bez sprzęgła w górę i w dół. Kilka chrupnięć skrzyni potem, jechało się całkiem komfortowo - 250km do najbliższego sklepu. 

Nauczka? Mieć kilka najważniejszych części zapasowych ze sobą!

Jazda w deszczu

Długa jazda w deszczu za pierwszym razem dała mi się głęboko we znaki. Jedziesz, mokniesz, zachodzi słońce, prawie nic nie widzisz. Inteligentnie postanowiłem nie zakładać membrany, a jechaliśmy kilka godzin w deszczu.

Następnym razem nie popełniłem tego błędu. Przy pierwszych kroplach deszczu zakładam albo membranę, albo "deszczak". Co więcej fajnym patentem na krople znajdujące się na wizjerze jest "niewidzialna wycieraczka" dostępna na większości stacji benzynowych.

Po dłuższej i bardzo kulawej jeździe w deszczu rozmawiałem z moim instruktorem. Nie dość, że była kwadratowa, to i wolna. Okazuję się jednak, że nie ma się czego bać, bo przyczepność opon zmniejsza się do około 80% przy dużej ilości wody. Teoria została sprawdzona i potwierdzona.

Powrót do listy